Zamach na inspekcję pracy
SEJM
• Odstrzelili szefową PIP
Prawo i Sprawiedliwość chce podporządkować sobie kolejny
urząd publiczny. Tym razem Państwową Inspekcję Pracy, instytucję kontrolującą
przestrzeganie prawa pracy w Polsce. Początkiem ma być wymiana szefa PIP.
Wczoraj Rada Ochrony Pracy przyjęła, stosunkiem głosów 10 do 8, wniosek
marszałka Sejmu Marka Jurka o odwołanie dotychczasowej szefowej PIP Anny Hintz.
Otwiera to drogę do przejęcia PIP przez zaufanego człowieka rządzącej prawicy.
W Sejmie mówi się, że Hintz miałaby zastąpić Bożena Borys-Szopa, członkini Rady
Ochrony Pracy i wiceszefowa śląsko-dąbrowskiej „Solidarności". Mówi się
też o pośle LPR Robercie Strąku, który ma uprawnienia inspektora pracy.
Kolejnym krokiem po wymianie szefa PIP ma być podporządkowanie inspekcji,
podległej teraz Sejmowi, bezpośrednio rządowi. Ustawa, która to przewiduje,
znalazła się w pakiecie ponad 140 ustaw dołączonych do „paktu
stabilizacyjnego". W takim układzie szef inspekcji podlegałby pod
Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej albo wręcz pełniłby funkcję
podsekretarza stanu w Ministerstwie Gospodarki. - To absurd - mówią związkowcy,
którzy podkreślają, że rząd poprzez państwowe spółki jest gigantycznym
pracodawcą. - Czyli duży pracodawca nadzorowałby ludzi mających go kontrolować.
Taka sytuacja byłaby chora - ocenia Wacław Czerkawski, wiceprzewodniczący
Związku Zawodowego Górników i członek Rady Ochrony Pracy.
Szefa PIP zgodnie z prawem powołuje i odwołuje marszałek Sejmu. Wcześniej musi
jednak zasięgnąć opinii działającej przy Sejmie Rady Ochrony Pracy. Wczoraj na
posiedzeniu ROP szef tego ciała, poseł PiS Stanisław Szwed odczytał list
marszałka Jurka uzasadniający decyzję o odwołaniu Hintz.
Zdaniem Czerkawskiego, argumentacja Jurka była brutalna. - W większości jego
argumenty były nieprawdziwe bądź oczerniające samą Radę Ochrony Pracy. Był
nawet taki punkt, że prokurator powinien w kajdankach wyprowadzić panią Hintz.
Pan marszałek powoływał się na „sygnały od związków zawodowych", nie
podając ich nazwy. W każdym niemal zdaniu pojawiała się jakaś negatywna opinia
o PIP, a przecież Sejm nie tak dawno temu oceniał działalność tej instytucji i
przyjął sprawozdanie pani Hintz - przypomina Czerkawski.
Janusz Krasoń, poseł SLD i członek Rady, nie ma wątpliwości, że Jurek odwołując
Hintz, realizuje plan polityczny zakładający podporządkowanie PIP rządowi. -
Pod zarządem prawicy PIP będzie swoje kontrole realizować na zamówienie
polityczne, jednym dowali, innym odpuści. PIP ma sporo uprawnień, może nie tyko
nałożyć grzywnę, ale i wstrzymać pracę w zakładzie. Czyli PiS ukręca bat na
biznes i będzie mógł podporządkować sobie pracodawców. W takiej sytuacji
ochrona pracowników zejdzie na dalszy plan - uważa poseł.
- PIP pod kontrolą rządu stanie się narzędziem politycznym - ostrzega Ryszard
Łepik, wiceszef Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych. - Takie
pomysły nie pojawiają się już po raz pierwszy. Podobne pomysły miał wcześniej
AWS. Wtedy jednak wszyscy partnerzy społeczni ostro przed tym protestowali -
przypomina. Tłumaczy, czym może skończyć się oddanie PIP pod kontrolę rządu: -
Pracownicy straciliby możliwość bezpłatnych porad prawnych, które są niezmiernie ważne. PIP
nie mógłby też reprezentować pracowników w sądach, bo jako organ administracji
państwowej nie mógłby reprezentować obywatela w sądzie.
Anna Hintz pracowała w PIP od 1983 r. Przez 10 lat była dyrektorem departamentu
prawnego inspekcji pracy. Na szefową tej instytucji powołał ją w 2002 r.
ówczesny marszałek Sejmu Marek Borowski.
24.02.2006r., Jan Złotorowicz, trybuna
powrót