Ujawnić patologiczne majątki związkowców
Do przygotowywanej przez Julię Piterę ustawy
antykorupcyjnej trzeba będzie dopisać jeszcze jedną grupę zawodową.
Jarosław Katulski, poseł PO, chce zobligować liderów
związkowych do składania oświadczeń majątkowych - tak samo jak dziś czynią to
parlamentarzyści i urzędnicy państwowi wysokiego szczebla. Interpelacja w tej
sprawie trafiła już na biurko Donalda Tuska. Premier ma zająć stanowisko w
ciągu trzech tygodni. Pomysł Katulskiego wziął się z obserwacji Bizancjum,
jakim stały się związkowe syndykaty. - Ich szefowie zarabiają nawet po
kilkanaście tysięcy złotych, korzystają ze służbowych aut, zasiadają w radach
nadzorczych. A wpływ na politykę państwa mają większy niż niejeden polityk.
Powinni więc podlegać takim samym rygorom - mówi nam Katulski.
Status związków zawodowych ukształtowały dwa zjawiska: Solidarność, która swymi
protestami obaliła komunizm, oraz zaszczepiona Polakom w czasach PRL potrzeba
ochrony klasy robotniczej. W ten sposób pozycja związków w Polsce urosła do
monstrualnych rozmiarów. Aż patologicznych. Widać to na przykładzie KGHM.
W ubiegłym roku ten miedziowy potentat na pensje dla 41 związkowców wydał 7,5
mln zł. Każdy z działaczy zainkasował miesięcznie średnio 13 tys. zł, ok. 5
tys. zł więcej niż szeregowi pracownicy koncernu. Jak przekonuje prof. Wiktor
Osiatyński, taki klientelizm w prostej drodze prowadzi do korupcji i nepotyzmu.
Waldy Dzikowski z PO uważa, że pomysł Katulskiego zasługuje na rozważenie. -
Trzeba uwzględnić go w ustawie antykorupcyjnej - mówi.
Weto zgłasza opozycja, ale decyzja należy do Tuska. Premier nie ma powodów, by
darzyć związki sympatią, ale czy będzie chciał z nimi nowej wojny? Juliusz
Gardawski, socjolog z SGH, zgadza się wprawdzie z tym, że polskie związki działają
często destrukcyjnie, ale pomysł zaglądania im do kieszeni krytykuje. - Teraz
jest czas na dialog, a nie na wyciąganie szabel - twierdzi. Taniec wokół paktu
antykryzysowego potwierdza siłę związków i argumentów profesora.
Pytani o pomysł posła Katulskiego związkowcy są generalnie "za". Ale
deklaracje liderów mogą być dobrą miną do złej gry. Gdy w ub.r. jeden z
działaczy podbeskidzkiej "S" zaproponował składanie oświadczeń
majątkowych, został wyrzucony z władz związku.
Pensje związkowców pod lupę
Kolejna odsłona wojny Platformy Obywatelskiej ze związkami zawodowymi. Poseł
Jarosław Katulski domaga się, by związkowi liderzy spowiadali się ze swojego
dobytku i co roku składali oświadczenia majątkowe. Opozycja pomysł wyśmiewa, a
sami związkowcy węszą w nim polityczny zamach na autonomię związków.
Interpelacja w sprawie rozliczania związkowców z majątku trafiła już do
kancelarii premiera. Jarosław Katulski, bydgoski poseł PO, pyta w niej Donalda
Tuska, czy "istnieje możliwość wdrożenia prac legislacyjnych mających na
celu nałożenie na osoby sprawujące funkcje kierownicze w organach związków
zawodowych obowiązku składania corocznych oświadczeń majątkowych".
- Rewolucji nie oczekuję, ale mam już dość panoszenia się związkowców - mówi
"Polsce" Katulski. - Mają większy wpływ na politykę państwa niż jakiś
radny z Koziej Wólki. Ale on musi się rozliczyć ze swojego majątku, a
związkowcy nie.
Jeśli pomysł Katulskiego spodoba się premierowi, to czeka nas mała rewolucja.
Do katalogu posłów, senatorów, radnych, wójtów czy burmistrzów, którzy rok w
rok muszą składać oświadczenia majątkowe, dojdzie jeszcze rzesza lekarzy,
nauczycieli, pielęgniarek czy górników - liderów i etatowych związkowców.
Do przygotowywanej przez Julię Piterę ustawy
antykorupcyjnej trzeba będzie dopisać jeszcze jedną grupę zawodową.
Jarosław Katulski, poseł PO,
chce zobligować liderów związkowych do składania oświadczeń majątkowych - tak
samo jak dziś czynią to parlamentarzyści i urzędnicy państwowi wysokiego
szczebla. Interpelacja w tej sprawie trafiła już na biurko Donalda Tuska. Premier
ma zająć stanowisko w ciągu trzech tygodni. Pomysł Katulskiego wziął się z
obserwacji Bizancjum, jakim stały się związkowe syndykaty. - Ich szefowie
zarabiają nawet po kilkanaście tysięcy złotych, korzystają ze służbowych aut,
zasiadają w radach nadzorczych. A wpływ na politykę państwa mają większy niż
niejeden polityk. Powinni więc podlegać takim samym rygorom - mówi nam
Katulski.
Status związków zawodowych ukształtowały dwa zjawiska: Solidarność, która swymi
protestami obaliła komunizm, oraz zaszczepiona Polakom w czasach PRL potrzeba
ochrony klasy robotniczej. W ten sposób pozycja związków w Polsce urosła do
monstrualnych rozmiarów. Aż patologicznych. Widać to na przykładzie KGHM.
W ubiegłym roku ten miedziowy potentat na pensje dla 41 związkowców wydał 7,5
mln zł. Każdy z działaczy zainkasował miesięcznie średnio 13 tys. zł, ok. 5
tys. zł więcej niż szeregowi pracownicy koncernu. Jak przekonuje prof. Wiktor
Osiatyński, taki klientelizm w prostej drodze prowadzi do korupcji i nepotyzmu.
Waldy Dzikowski z PO uważa, że pomysł Katulskiego zasługuje na rozważenie. -
Trzeba uwzględnić go w ustawie antykorupcyjnej - mówi.
Weto zgłasza opozycja, ale decyzja należy do Tuska. Premier nie ma powodów, by
darzyć związki sympatią, ale czy będzie chciał z nimi nowej wojny? Juliusz
Gardawski, socjolog z SGH, zgadza się wprawdzie z tym, że polskie związki
działają często destrukcyjnie, ale pomysł zaglądania im do kieszeni krytykuje.
- Teraz jest czas na dialog, a nie na wyciąganie szabel - twierdzi. Taniec
wokół paktu antykryzysowego potwierdza siłę związków i argumentów profesora.
Pytani o pomysł posła Katulskiego związkowcy są generalnie "za". Ale
deklaracje liderów mogą być dobrą miną do złej gry. Gdy w ub.r. jeden z
działaczy podbeskidzkiej "S" zaproponował składanie oświadczeń
majątkowych, został wyrzucony z władz związku.
Pensje związkowców pod lupę
Kolejna odsłona wojny Platformy Obywatelskiej ze związkami zawodowymi. Poseł
Jarosław Katulski domaga się, by związkowi liderzy spowiadali się ze swojego
dobytku i co roku składali oświadczenia majątkowe. Opozycja pomysł wyśmiewa, a
sami związkowcy węszą w nim polityczny zamach na autonomię związków.
Interpelacja w sprawie rozliczania związkowców z majątku trafiła już do
kancelarii premiera. Jarosław Katulski, bydgoski poseł PO, pyta w niej Donalda
Tuska, czy "istnieje możliwość wdrożenia prac legislacyjnych mających na
celu nałożenie na osoby sprawujące funkcje kierownicze w organach związków
zawodowych obowiązku składania corocznych oświadczeń majątkowych".
- Rewolucji nie oczekuję, ale mam już dość panoszenia się związkowców - mówi
"Polsce" Katulski. - Mają większy wpływ na politykę państwa niż jakiś
radny z Koziej Wólki. Ale on musi się rozliczyć ze swojego majątku, a
związkowcy nie.
Jeśli pomysł Katulskiego spodoba się premierowi, to czeka nas mała rewolucja.
Do katalogu posłów, senatorów, radnych, wójtów czy burmistrzów, którzy rok w
rok muszą składać oświadczenia majątkowe, dojdzie jeszcze rzesza lekarzy,
nauczycieli, pielęgniarek czy górników - liderów i etatowych związkowców
Projekt lustracji majątków związkowców to nie próba ich unicestwienia, ale
zdjęcia szczególnego parasola, który chroni wypaczenia i praktyki urągające
zdrowemu rozsądkowi. Żaden członek organizacji nie może być zwolniony dopóty,
dopóki nie zgodzi się na to związek. Firma musi zapewnić związkowi biuro,
telefony stacjonarne, a w niektórych przypadkach nawet opłacić sekretarkę.
Jastrzębska Spółka Węglowa, która w ubiegłym roku zarobiła 0,6 mld zł,
policzyła, że roczne utrzymanie związków kosztuje ją 16 mln zł.
- Część gigantycznych pieniędzy wpływa wprost do kieszeni związkowców,
zwłaszcza liderów. Dostają sowite pensje, zwłaszcza gdy oddelegowani zostają do
zarządu spółki - mówi jeden z prezesów kopalni na Śląsku.
Podobnie sytuacja wygląda w innych firmach. W miedziowym potentacie KGHM działa
14 związków i 47 organizacji zakładowych. W ub.r. na pensje dla 41 związkowców
oddelegowanych do dbania o interesy pracowników spółka wydała 7,5 mln zł.
Średnio związkowiec zarabiał miesięcznie 13 tys. zł. Z kolei dochód trzech
przedstawicieli załogi zasiadających w radzie nadzorczej spółki to ponad 650
tys. zł. Każdy z nich zarabiał ok. 200 tys. zł rocznie.
Bywa, że działacze związkowi zostają szefami spółek, które świadczą usługi na
rzecz własnego pracodawcy lub sprzedają jego produkty. Byli działacze z
Kwidzyna w krakowskiej Hucie im. Sendzimira dostali stanowiska dyrektorskie i
menedżerskie w dziale ds. zatrudnienia z miesięczną pensją opiewającą na 13
tys. zł.
Mimo to opozycja, która puszcza oko do związkowców i chce jak najwięcej ugrać
na ich konflikcie z rządem, krytykuje proponowane rozwiązania. - Ta propozycja
przejawia brak myślenia systemowego PO - mówi Aleksandra Natalli-Świat,
posłanka PiS. Jej zdaniem rozszerzenie o związkowców katalogu osób składających
oświadczenia będzie przejawem dyskryminacji, ponieważ z majątku nie muszą się
rozliczać choćby szefowie korporacji pracowniczych. - PO chce tylko rozjuszyć
związkowców. Takie projekty są przejawem fobii Tuska na ich punkcie - mówi
Natalii-Świat.
W podobnym tonie wypowiada się Izabela Jaruga-Nowacka, posłanka Lewicy. Według
niej interpelacja Katulskiego to próba przypodobania się PO przedsiębiorcom,
którym często związki wiążą ręce. - Platforma od dawna krzyczy już o uzwiązkowionych
firmach. Wypowiedziała krucjatę związkom i jej się trzyma. Chce się wykazać
przed liberalnym elektoratem.
Ale i przedsiębiorcy nie biją braw na wieść o pomyśle posła PO. - Mamy
ważniejsze problemy - mówi nam Andrzej Malinowski z Konfederacji Pracodawców
Polskich. - Trzeba zmienić tak przepisy, by 10 zbuntowanych pracowników nie
zakładało związku i nie torpedowało rozwoju - dodaje. Sami związkowcy nic nie
mają przeciwko pomysłowi. Deklaratywnie. Bo jeśli spytać ich o stan majątkowy,
to żaden nie udzieli odpowiedzi.
Janusz Śniadek, szef Solidarności, uważa, że rząd powinien zaglądać też do
kieszeni pracodawców. - Te same reguły gry muszą obowiązywać wszystkich
partnerów dialogu społecznego. Inaczej nie damy wciągnąć się do zabawy - mówi
Śniadek.
Jan Guz, szef OPZZ, proponuje, by do składania oświadczeń zobligować również
fundacje i stowarzyszenia - My żyjemy ze składek, tam przepływa majątek - mówi
Guz, ale nie chce zdradzić, ile wynosi jego związkowa pensja. Pomysł
Katulskiego skwitował: - Zamach na autonomię związków.
Ale w końcu czemu nie? Proponowane zmiany rzeczywiście zagwarantowałyby
przejrzystość związków - podkreśla Bogusław Ziętek z Sierpnia 80.Tyle że
związkowcy tak naprawdę są za, a nawet przeciw.
Maciej Stańczyk,
Polska the Times, 2009-07-03