Potrzebna jest zmiana myślenia elit

 Z Bolesławem BARTNIKIEM, wiceprzewodniczącym Federacji NSZZ Przemysłu Lekkiego, rozmawiają Bojan Stanisławski i Wojciech Figiel

(Treść wywiadu udzielonego Nowemu Tygodnikowi Popularnemu nr 22-23/2009)

B.S. Jesteś działaczem związkowym z wieloletnim stażem. Jak – Twoim zdaniem – wypada porównanie lat przed 1989 i dwudziestu lat transformacji?

Każdy system polityczny i gospodarczy ma swoje wady i zalety. Dziś po latach transformacji dostęp do szerszej gamy dóbr konsumpcyjnych jest teoretycznie znacznie lepszy. Teoretycznie, gdyż ostatnie 20 lat przyniosło znaczny wzrost ubóstwa. Przez 20 lat płace wprawdzie rosły, ale znacznie wolniej niż ceny podstawowych dóbr. Drastycznie pogorszyły się warunki pracy. W przemyśle lekkim ludzie cieszą się nawet z pensji wypłacanych na raty. Są zastraszani przez pracodawców i banki, które wykorzystują kryzys, by dodatkowo pomnożyć swój niemały stan posiadania. Poza tym politycy i elity zapomnieli kiedy i gdzie kończyli studia, w jaki sposób dostali pierwsze mieszkanie i dziś skupiają się na bezmyślnej krytyce wszystkiego sprzed 1989 roku. 

B.S. Czy w takim razie można było zapobiec negatywnym zmianom zapoczątkowanym w latach 90? 

Myślę, że nie. Ludzie zaakceptowali zmianę ustrojową, nie można było robić rewolucji przeciw rewolucji. OPZZ i tak był narażony na spory ostracyzm społeczny. Moim zdaniem nie było w związkach potencjału na kolejne antysystemowe wystąpienie. Zresztą nie było – według mnie – społecznego przyzwolenia na działania przeciwko przemianom jakie zachodziły na początku lat dziewięćdziesiątych. Wszyscy oczekiwali zmian na lepsze i nie byli świadomi kosztów, z jakimi wiąże się transformacja. Tymczasem takie zjawiska jak bezrobocie to stały element krajobrazu kapitalistycznej gospodarki. Ludzie zaczęli sobie z tego sprawę zdawać dopiero gdy sami byli zwalniani z pracy. Obecny system może pochwalić się np. rozwojem technologicznym, ale koszty społeczne jakie generuje są olbrzymie. Wiele mówi się także o tym jak inwestycje zagraniczne poprawiają jakość życia. Okazuje się, że poprawa następuje w jednym przypadku na kilkadziesiąt, inwestycje i produkcję lokuje się w Polsce dlatego, że koszty pracy mamy niższe niż w innych krajach UE. Kryterium budowy nowej fabryki nie są sympatie wzbudzane przez potencjalnych nowych pracowników, ale przewidywany zarobek. Stąd też inwestorzy zagraniczni bardzo często płacą pracownikom minimalne stawki, co absolutnie nie przyczynia się do jakiejkolwiek poprawy.

W.F. A co z kondycją związków zawodowych i ruchu pracowniczego po tych 20 latach? 

Uległa ona znacznemu pogorszeniu. Przed rokiem 1989 funkcjonowało wiele zakładów pracy zatrudniających dużą rzeszę pracowników, co automatycznie przekładało się na liczebność związków zawodowych. Upadek wielu z tych przedsiębiorstw i zwalnianie pracowników w latach dziewięćdziesiątych spowodowały nie tylko duży wzrost bezrobocia, ale także doprowadziły do sytuacji, w której pracownicy często zmieniali zatrudnienie i stracili istniejące wcześniej więzy z zakładami pracy i załogą.  

Nie nadążył za zmianami model związków zawodowych, które dotychczas zajmowały się  zaopatrywaniem pracowników w żywność na zimę, organizowaniem dla nich wczasów itd. Teraźniejszość wymaga od związków postawienia innych priorytetów – walki o miejsca pracy. Co więcej, pieniądze zbierane przez związki powinny zasilać fundusze strajkowe, aby można było w razie czego wspomóc pracowników w trudnych chwilach. Niestety, związki wciąż nienajlepiej radzą sobie z tymi wyzwaniami.

B.S. Czy związki zawodowe rozumieją konieczność pełnienia innej, nowej roli?

W większości przypadków tak, bo z realną walką o utrzymanie miejsc pracy nasi działacze stykają się na co dzień. Przynajmniej w przemyśle lekkim nie ma od tego ucieczki. Dziś w dobie globalizacji w przemyśle lekkim borykamy się z poważnym problemem konkurencji z krajami azjatyckimi, które zalewają nasz rynek swoimi tanimi wyrobami i mogą nas w niedalekiej przyszłości zmuszać do produkcji poniżej kosztów. Musimy rozumieć problemy zarówno krajowe, jak i globalne. Ale żeby działać skutecznie potrzebujemy struktur dużych i reprezentatywnych. Niezwykle ważna jest również działalność w Zespole Trójstronnym ds. Przemysłu Lekkiego. To jedno z większych osiągnięć w naszej całej branży – umożliwia skuteczny i przyjazny dialog z pracodawcami i pomaga obu stronom zrozumieć wzajemne problemy. 

Kolejną sprawą jest działalność międzynarodowa, mam tu na myśli przynależność do EKZZ, czy do Europejskiej Federacji Przemysłu Lekkiego (1). Tylko tam możemy uzyskać niezbędną wiedzę na temat tego co się dzieje w skali globalnej. Tylko za pośrednictwem międzynarodowych struktur możemy wywierać wpływ na decyzje Parlamentu Europejskiego i Komisji Europejskiej by bronić interesu pracowników europejskich, czyli również naszych. 

W.F. Jak związki zareagowały na otwarcie rynków pracy UE?

Rozumiemy tych, którzy wyjeżdżają do Wielkiej Brytanii czy Irlandii, bo pracownik ma prawo by żyć godnie, a w Polsce nawet tę elementarną potrzebę trudno zaspokoić. Dlatego wciąż rozmawiamy z rządem o pakietach socjalnych, o dostosowywaniu płac do  takiego poziomu, jaki jest w krajach zachodnich. Nie da się przekonać młodych do pracy w przemyśle lekkim, za marne pieniądze, ludzie wyjeżdżają i musimy dążyć do tego, żeby zbliżać się do poziomu UE.  

B.S. Jak związki zawodowe powinny – według Ciebie – reagować na obecną nagonkę medialną?

Związki zawodowe powinny skutecznie walczyć o prawa pracownicze. To że rząd i media działają przeciwko nam, jest zrozumiałe – mają oni w tym swój interes.  

Przy tej dysproporcji sił pociesza fakt, że związki jednoczą się w walce, bo tylko wtedy można coś osiągnąć. Spójrzmy na Francję czy Włochy gdzie na ulice wychodzi po paręset tysięcy ludzi i nie wszyscy są związkowcami. Problem tkwi także w tym, że nie wszędzie związki zawodowe funkcjonują, ale to się zmienia. W firmach prywatnych ludzie z czasem zaczną zakładać organizacje pracownicze, nie dla uzyskiwania świadczeń socjalnych ale dla obrony swoich podstawowych praw. Stanie się to dla nich życiową koniecznością. 

W.F. Jak oceniasz kondycję Twojej branży w ramach wolnorynkowej rzeczywistości ostatnich 20 lat?

Fatalnie. Z powodu kampanii ciągłych igrzysk prowadzonej przez polskie elity polityczne praktycznie utraciliśmy rynki zbytu na Wschodzie. Inną sprawą jest relokacja przemysłu. Wielu może się ze mną nie zgodzić, ale to właśnie ponadnarodowe korporacje i możni tego świata decydują gdzie i jaki przemysł ma być rozwijany. Dopóki nie zmieni się myślenie elit politycznych ochrona rynków wewnętrznych będzie tylko walką z wiatrakami. Chciałbym jeszcze dodać, że choć dostrzegam negatywne skutki tego procesu, to cieszę się, że rośnie nowoczesny przemysł. Mam nadzieje, że nie powtórzy się sytuacja z lat dziewięćdziesiątych i te zakłady, które szczęśliwie przetrwały transformację nadal będą istnieć i rozwijać się. 


(1) ETUF-TCL – Europejska centrala związkowa utworzona przez związki zawodowe działające w branży tekstylno-odzieżowej, powstała w Brukseli w 1975 z inicjatywy Europejskiego Komitetu Związków Zawodowych Branży Tekstylnej, Odzieżowej i Skórzanej; ostatni kongres odbył się w Sofii, w 2005 roku. [przyp. – B.S.]                                                        ntp 22-23/2009, 15.07.2009

<<powrót

Federacja Niezależnych Samorządnych Związków Zawodowych Przemysłu Lekkiego

Plac Zwycięstwa 13, 90-047 Łódź