Federacja Niezależnych Samorządnych Związków Zawodowych Przemysłu Lekkiego

Działaczem być

Związkowiec to ma klawe życie. Dodajmy - związkowiec w państwowej spółce

Tuż przed mistrzostwami świata w piłce nożnej w 2010 r. poseł SLD i lider związkowy w KGHM Ryszard Zbrzyzny zażądał od władz spółki telewizora, anteny satelitarnej i dwóch klimatyzatorów. Miały się znaleźć w biurze związku w celu "oglądania i nagrywania materiałów o KGHM". - To zamówienie nie miało nic wspólnego z mistrzostwami. Chcieliśmy dostosować standard biur związkowych do tego, jaki ma zarząd KGHM - tłumaczył w "Dzienniku Gazecie Prawnej" Zbrzyzny. Oczywiście. Przecież gdyby chodziło o mistrzostwa, należałoby jeszcze zamówić ze dwie skrzynki dobrego piwa.

Przywilejów nie oddamy

Związki zawodowe są silne w budżetówce i dużych firmach z udziałem skarbu państwa (KGHM, kopalnie, Poczta Polska). Zwłaszcza tych, które mają dominującą, jeśli nie monopolistyczną pozycję (energetyka), a ich protest może sparaliżować kraj (kolej). Związkowcy kojarzeni są głównie z obroną przywilejów branżowych.

Potwierdzają to analizy, m.in. "Dialog społeczny w Polsce" przygotowany przez prof. Juliusza Gardawskiego z SGH. I tak:

Związek Nauczycielstwa Polskiego (należy do OPZZ) stoi na straży Karty nauczyciela. 

Federacja Związków Zawodowych Służb Mundurowych walczy o zachowanie przywilejów emerytalnych, m.in. prawa do emerytury już po 15 latach pracy, bez względu na wiek. 

Związki górnicze strzegą specjalnych emerytur, do których państwo dorzuca z budżetu 4,5 mld zł rocznie (plus 0,5 mld zł na otwieranie nowych pokładów). Wywalczyli je sobie kamieniami i petardami przed wyborami w 2005 r. - Jeżeli rząd spróbuje ruszyć emerytury górnicze, to się przekona, jacy jesteśmy silni - mówi przewodniczący "S" Piotr Duda. 

Tymczasem huty, które są w Polsce w rękach prywatnych, za pracujących przy piecach hutników płacą dodatkową składkę. I dzięki temu hutnicy mają prawo do wcześniejszych emerytur (tzw. pomostowych) ze względu na ciężką pracę.

Górnicy nie chcą prywatyzacji 

spółek węglowych. Wolą, aby to podatnicy finansowali ich emerytury. W Jastrzębskiej Spółce Węglowej żądają, by skarb państwa zachował w niej kontrolę, wywalczyli sobie także 10-letnie gwarancje zatrudnienia. Podobne gwarancje dostali za rządów PiS energetycy. 

Najbliższe ogólnokrajowe demonstracje mają skłonić rząd do obietnic, że w przyszłej kadencji nie ruszy branżowych przywilejów. Tak już się zdarzyło: w 2007 r. Platforma obiecała miedziowcom, że nie dopuści do prywatyzacji KGHM.

Kto broni interesów pracowników...

Związkowcy protestują przeciw prywatyzacji, bo w państwowych spółkach są silne i wpływowe zwiazki. W Kompanii Węglowej jest ich 170, w KGHM -?49. Działacze mają się jak pączki w maśle, bo firma musi z własnej kieszeni opłacić związkowe etaty. W zeszłym roku minister skarbu Aleksander Grad przygotował raport, ile spółki państwowe wydają na ten cel pieniędzy - 51 mln zł! Sam KGHM płaci za etaty związkowe 8 mln zł.

Związków jest sporo - według GUS ponad 19 tys. - ale należy do nich coraz mniej osób: dziś zaledwie 7 proc. dorosłych Polaków, czyli ok. 15 proc. pracowników najemnych (CBOS, lipiec 2010 r.). W wielu krajach Unii w związkach jest 70-50 proc. pracowników. Wygląda na to, że w Polsce mamy bardzo dużo działaczy związkowych, ale członków związków - mało. 

Zapewne także dlatego, że nasze związki są bardzo upolitycznione. OPZZ jest związany z SLD; "Solidarność" jest identyfikowana z PiS, choć nowy jej szef zapowiada, że to zmieni. Polskie związki nie kojarzą się z zabieganiem o prawa pracownicze w zwykłych, prywatnych firmach.

- Związki w Polsce są słabą instytucją. Możliwość organizacji strajków, jeśli nie ma klimatu do protestów, jest nikła. Sami pracownicy uważają, że związki niewiele mogą, są bezsilne. Straciły możliwość solidarnego mobilizowania pracowników. Po pierwsze, są o wiele mniej liczne niż na Zachodzie. We Francji mamy do czynienia z paradoksem. Związki są potężne, choć zrzeszają tylko 7 proc. pracowników, czyli dwa razy mniej niż w Polsce. Jednak są w stanie zmobilizować milionowe demonstracje. W Warszawie, by zorganizować protest na 40 tys. osób, trzeba autokarami zwozić uczestników z innych miast - mówił prof. Gardawski w wywiadzie dla "Dziennika Gazety Prawnej".

W sektorze prywatnym związki są ledwo widoczne, choć w Polsce związek założyć jest bardzo łatwo: wystarczy skrzyknąć 10 osób w firmie. Jeśli pracodawca blokuje powstanie związku, to łamie prawo. Ale warto się zastanowić, dlaczego w Polsce związki zawodowe tak słabo bronią praw pracowników w firmach prywatnych. Dlaczego pracodawcy, ryzykując procesy i zły wizerunek, stają na głowie, by nie dopuścić do powołania związku?

Kiedy związek powstanie, zaczyna pączkować. Kandydat na przewodniczącego przegrał wybory? Zakłada związek konkurencyjny. Mnożą się etaty związkowe, za które musi płacić firma. Oprócz tego musi zapewnić lokal i telefony. Dobrze być działaczem także dlatego, że to gwarancja zatrudnienia.

Szefowie firm boją się, że jeśli związków będzie w ich zakładzie przybywać, to trudno będzie osiągnąć jakiekolwiek porozumienie. Ledwo dogadają się z jednym, to drugi podbije stawkę. 

Do legendy przeszły nieudane negocjacje zarządu TVP z licznymi związkami w sprawie redukcji zatrudnienia.

...a kto interesów działaczy?

Związki sprzeciwiają się prywatyzacji, bo spółki państwowe często są obrośnięte firmami związkowymi, które świadczą rozmaite ulgi. A związek na tym zarabia. I tak pracownicy dostawali od pracodawcy bony na żywność od firmy, które realizowali w sklepie prowadzonym przez szefa zakładowej "Solidarności". W kopalniach Południowego Koncernu Węglowego przetargi na pranie odzieży roboczej wygrywał Ogólnopolski Związek Zawodowy "Rybnik '90". Był najtańszy, bo zatrudniał kobiety na zasadzie... wolontariatu, wypłacając im miesięczną kilkusetzłotową zapomogę. Trudno uwierzyć, by zarząd koncernu o tym nie wiedział. Andrzej Chwiluk, przewodniczący Związku Zawodowego Górników w Polsce (część OPZZ), zasiada w radzie związkowej fundacji, która szkoli i zatrudnia górników do kopalń.

Zarządy, zlecając związkowym firmom wykonywanie usług, kupowały sobie przychylność działaczy. W państwowych spółkach prezesi razem ze związkowcami jeżdżą na luksusowe wycieczki. Dyrektorzy z Kompanii Węglowej i działacze związku Kadra wspólnie wyjeżdżali do Wietnamu i Tuluzy. Koszty pokryła spółka. Temat wyjazdu: "Rola menedżerów w europejskich radach zakładowych oraz innych organach informacyjnych i konsultacyjnych". Pytanie, czy firmy prywatne wydawałyby pieniądze na podobne przedsięwzięcia, ma charakter retoryczny.

Zbrzyzny rozdaje posady swoim

Działacze to osoby wpływowe. Weźmy wspomnianego Ryszarda Zbrzyznego, posła SLD i szefa Związku Zawodowego Pracowników Przemysłu Miedziowego w KGHM. Wszyscy prezesi się go boją, bo wiedzą, że zorganizowany przez niego strajk to milionowe straty. "Newsweek" opisał ostatnio, jak Zbrzyzny wykorzystuje wpływy: "W KGHM pracują synowie Zbrzyznego: Szymon (w biurze zarządu) oraz Wiesław (w należącej do kombinatu spółce Energetyka). Żona posła zatrudniona jest w telefonii Dialog, która także należy do KGHM. - Gdzieś muszą pracować, a w Lubinie trudno o innego pracodawcę niż KGHM - tak poseł-związkowiec odpowiadał na zarzuty, że traktuje firmę jak prywatny folwark. Szczyt jego potęgi to wiosna 2004 r., gdy prezesem kombinatu został działacz związku Wiktor Błądek, a jego zastępcami Andrzej Krug i Marek Szczerbiak - związani z lewicą i namaszczeni przez Zbrzyznego. Starszy z synów posła, Wiesław, który kilka lat wcześniej pracował w KGHM jako palacz, od razu trafił do rady nadzorczej Energetyki Spółki Specjalnego Przeznaczenia. Firma miała zbudować dla KGHM elektrociepłownię". 

Zbrzyzny zawsze występował przeciwko prywatyzacji KGHM. Argumentował, że firma powinna być w polskich rękach. Ale dodajmy też, że w razie sprzedaży kombinatu wpływy posła SLD dramatycznie by zmalały, i to także mobilizuje go do protestów.

Dzisiaj może rozdawać posady, ma trzech swoich kandydatów do rady nadzorczej KGHM. Kilka tygodni temu zorganizował razem z "S" demonstrację pracowników, którzy domagali się podwyżek. Trzeba było pokazać, kto ma siłę, i zareklamować swoich ludzi do rady. Skończyło się pobiciem strażników i zdemolowaniem siedziby zarządu KGHM. Innym razem demonstranci zniszczyli bramę wjazdową. 

Ktoś się odważy to zmienić?

Po ostatniej burdzie w KGHM minister skarbu Aleksander Grad zapowiedział, że będzie przeciwny związkowym kandydatom do rady, ale jego protest chyba niewiele da. Chyba że Sejm uchwali projekt ustawy, który zmienia zasady powoływania władz spółek z udziałem skarbu państwa i jednocześnie nie dopuszcza związkowców do rad nadzorczych. Ale na razie PSL wraz z marszałkiem Sejmu projekt blokują. Zresztą ten patologiczny system wymaga o wiele głębszych zmian, ale żadna ekipa rządowa nie chce się za to zabrać. Jeszcze dwa lata temu poseł PO Jarosław Pięta przygotował projekt ustawy, który zakładał, że firma nie finansuje etatów związkowych, a organizacją związkowa powinna mieć w szeregach co najmniej 33 proc. załogi. Projekt nie został nawet wysłany do laski marszałkowskiej. 

Liderzy "S" i OPZZ protestują przeciwko zniesieniu zasady, że to firmy płacą za etaty związkowców. - W innym krajach ta reguła obowiązuje - mówi szef OPZZ Jan Guz, ale przykładów nie podaje. Według "Rzeczpospolitej" w Unii taki przywilej to rzadkość. Owszem, związkowcy mogą w pracy zajmować się sprawami pracowników, ale to ściśle określony czas i niezależnie od tego muszą wykonywać pracę na rzecz firmy. 

Największe centrale związkowe przyznają jednak, że ustawę trzeba zmienić i podwyższyć próg reprezentatywności. - Ale nie my ten projekt powinniśmy przygotować - mówi "Gazecie" Jan GUZ. Zmiany byłyby w interesie wielkich central związkowych, bo one dzięki temu zyskałyby na znaczeniu. Ale te nie chcą brać udziału w tworzeniu projektów, aby uniknąć oskarżeń mniejszych organizacji, że niszczą pluralizm. 

Za pisanie projektu wzięły się organizacje pracodawców. Jednak to politycy muszą zdobyć się na odwagę, by zmienić fatalną ustawę o związkach zawodowych. Może po wyborach?

Ilu jest związkowców

Najwięcej pracowników należy do NSZZ "Solidarność" - 6 proc. zatrudnionych, 3 proc. należy do OPZZ - wynika z zeszłorocznego sondażu CBOS. Jeszcze mniej pracowników należy do Forum Związków Zawodowych (2 proc.). Względnie dużo związkowców (4 proc.) jest w małych organizacjach niezrzeszonych w centrale, działających w jednym lub kilku zakładach pracy. Wyniki badań CBOS nie pokrywają się z deklaracjami samych central związkowych: "S" twierdzi, że ma 680 tys. członków, OPZZ - 750 tys. Forum Związkowych Zawodowych - 400 tys.

Oprócz central istnieją też w Polsce federacje (ok. 300), organizacje związkowe o zasięgu ogólnopolskim (273) oraz lokalne organizacje związkowe (ok. 24 tys.). Samodzielnie działa ok. 7 tys. organizacji związkowych o charakterze zakładowym. W Polsce są też związki zawodowe rolników, ale mają odrębny status prawny.

Nauczycielska potęga

Związek Nauczycielstwa Polskiego ma 300 tys. członków (należy do niego ok. 30 proc. nauczycieli). O co walczy? Wciąż o wynagrodzenia, bo choć nauczyciele dostali podwyżki średnio po ok. 40 proc., to aż 35 proc. wynagrodzenia stanowią dodatki negocjowane z samorządami. - Nauczyciel dyplomowany zarabia średnio 4,5 tys. zł, w tym wynagrodzenie gwarantowane to 2,8 tys. zł - powiedział "Gazecie" wiceprezes ZNP Krzysztof Baszczyński.

Poza tym ZNP sprzeciwia się likwidacji szkół i przekazywaniu ich stowarzyszeniom czy fundacjom, bo wtedy nowy pracodawca może ominąć Kartę nauczyciela. Tymczasem Karta daje przywileje, np. 20-godzinne pensum.

Na co skarżą się pracownicy

Według CBOS zdecydowana większość pracowników deklaruje, że w ich zakładach pracy podstawowe prawa pracownicze nie są naruszane. Jedna piąta zaś twierdzi, że zmuszona jest pracować bez właściwego wynagrodzenia dłużej, niż to określono w umowie. Mniej (16 proc.) musi pracować w nieprzepisowych warunkach. Najczęściej łamane jest pracownicze prawo do zakładania związków zawodowych lub zrzeszania się w już istniejących - doświadczyło tego 38 proc. pracowników. 

W poprzedni odcinku pisaliśmy m.in. o tym dlaczego związki zawodowe uaktywniają się przed wyborami parlamentarnymi.

 

Agata Nowakowska, Dominika Wielowieyska gazeta wyborcza 2011-06-06, ostatnia aktualizacja 2011-06-06 00:34:02.0