Chińczycy będą szyć w Polsce
Najpierw pod Łodzią powstanie wielka hurtownia odzieży z Chin -
dowiaduje się "Gazeta". Potem w planach jest jeszcze wybudowanie
chińskiej fabryki. To szansa dla Łodzi czy wielkie zagrożenie?
Waldemar Pruski z łódzkiej firmy Energotrade deklaruje: - Stworzymy polsko-chiński most biznesowy.
Feng Yourong, deputowany miasta Zhongshan, podpisał list intencyjny: z
Energotrade chińscy producenci wybudują pod Łodzią fabrykę z osiedlem
mieszkaniowym. - Tego typu inwestycji w Polsce jeszcze nie ma.
Dotychczas tekstylia z Chin importowano. My wejdziemy z Chińczykami w
spółkę join-venture, żeby szyć tu ubrania - zapowiada Pruski.
- W rozmowach pośredniczy burmistrz miasta, bo Chińczycy mają w
zwyczaju tworzenie konsorcjów. Dopiero takie towarzystwo wchodzi
na zagraniczny rynek, a nie pojedynczy producenci - wyjaśnia Michał
Hebda, były rektor Politechniki Świętokrzyskiej, który w Chinach
spędził 20 lat.
Zhongshan leży w prowincji Guangdong, niedaleko Makao. - To największa
baza produkcyjna na świecie. Działa tam 30 tys. wytwórców
tekstyliów - zachwala Paweł Babski, dyrektor podłódzkiego
centrum targowego Ptak w Rzgowie.
Zanim pod Łodzią ruszy chińska produkcja, powstanie wielka hurtownia o
powierzchni 4 tys. m kw. Wybuduje ją zarząd targowiska. Koszt szacuje
się na około 4 mln zł, ale Ptak zapłaci tylko połowę.
- Chińczycy zapłacą za zajęcie całej powierzchni hali od razu -
wyjaśnia Babski. I dodaje: - To dla nich korzystny układ, bo nie muszą
zajmować się logistyką, a my dobrze znamy polski rynek. Kadra
kierownicza będzie chińska, ale zatrudnią też Polaków.
Chińska hala będzie miała charakter prezentacyjny i wystawowy. Co
miesiąc odzież pokażą tam nowe firmy. Organizowaniem całości zajmą się
Chińczycy - będą sprzedawać detalicznie i zbierać większe
zamówienia na tekstylia.
Zarząd Ptaka zwleka z informowaniem o chińskim biznesie w Rzgowie.
Obawia się reakcji polskich najemców, którzy importują z
Chin. Zajmuje się tym co dwudziesta firma w centrum targowym.
Chińska hala zagrozi również pozostałym przedsiębiorcom. W Łodzi
większość firm odzieżowych powstała na potrzeby targowisk - szyją
tanio, ale w starciu z chińskimi tekstyliami się nie obronią.
- Ludzie już plotkują. Nie damy sobie rady - potwierdza właściciel
jednej z małych firm z Ptaka. Tacy jak on mówią o Chińczykach
"Chinole".
- Trzeba zaryzykować. Obawiamy się, że jeśli nie wejdziemy w ten
interes, hala stanie nieopodal, na przykład w podłódzkim
Strykowie. Albo za murem w Polrosie - mówi Babski. Polros to
konkurencyjne centrum.
Decyzję o wybudowaniu hurtowni w Rzgowie przyspieszyły wieści o
inwestycji w podwarszawskim Nadarzynie. Już na początku kwietnia 23
tys. m kw. nowej hali Maximusa w całości zajmą Chińczycy i
Wietnamczycy. W przeciwieństwie do planów Ptaka w Maximusie nie
pojawią się producenci, lecz zwykli handlarze mieszkający w Polsce.
Zarząd Ptaka nie ma jednak wątpliwości, że za małymi kupcami stoją
wielcy producenci. - To i tak będzie wielka hurtownia - niepokoi się
Babski.
Turek Nazim Albaycak, dyrektor i pełnomocnik zarządu Maximusa,
przyznaje, że planuje zaproponowanie Chińczykom nowego terenu. Wolna
jest 111-ha działka. - Prowadzimy rozmowy z przedstawicielami chińskich
miast - mówi.
W Łódzkiem na Chińczyków czeka specjalna strefa
ekonomiczna i perspektywa zwolnienia z podatków od
nieruchomości, jeśli będą wdrażać tu nowe technologie i proponować
miejsca pracy. - W hurtowni musieliby zatrudniać ludzi, bo przecież
pięciuset Chińczyków nie przywiozą - uważa wiceprezydent Łodzi
Mirosław Michalik.
Izba Bawełny w Gdyni zorganizowała akcję podpisywania petycji do
Komisji Europejskiej przez polskie firmy sprzeciwiające się zalewowi
chińskich tekstyliów. Stało się to po zniesieniu w UE
kontyngentów na import tekstyliów z Państwa Środka.
Stanisław Marzec z łódzkiej firmy Intermar zebrał 300
podpisów od klientów i kontrahentów. - Jeśli taka
chińska hurtownia powstanie, sytuacja firm odzieżowych w
Łódzkiem - i nie tylko - strasznie się pogorszy - mówi.
- Tak naprawdę Chińczyków interesuje produkcja. I Polska, i
Chiny należą do Światowej Organizacji Handlu. Jeśli Chińczycy będą
produkować w którymś z krajów UE, uzyskają bezcłowy
dostęp na rynki wszystkich państw członkowskich - wyjaśnia Zdzisław
Góralczyk, prezes Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Chińskiej i
doradca premiera Marka Belki. A to byłaby szansa dla Łodzi.
Izabella Adamczewska, Łódź 23-03-2005, gazeta wyborcza
|